środa, 7 stycznia 2015

116. Happy Anniversary!

Kochani, dziś mijają dwa lata odkąd Ojczulek przyniósł mnie do domu. Tak, przyniósł. Być może czytacie bloga od początku, ale jeśli nie i chcielibyście dowiedzieć się "Jak to się zaczęło" , przeczytajcie pierwszy i dwa kolejne posty. Jeśli nie chcecie, powiem tylko w skrócie, że nie miałam ochoty nigdzie iść i Ojczulek niósł mnie przez pół miasta do mojego nowego domu :-)
Podobno teraz w niczym nie przypominam tego wystraszonego psa, który zabrany na spacer wokół schroniska szedł tak wolno, że odcinek 150 m pokonaliśmy w około 20 minut. Cały czas patrzyłam w stronę schroniska i chciałam jak  najszybciej tam wrócić. Był to jedyny dom jaki znałam. Teraz też całkiem chętnie do niego wracam (byliśmy dwa razy z Człowiekami), bardzo dobrze mi się kojarzy. Aha - i na przywitanie warczałam na Człowieków (a co!Niech wiedzą, że ze mną nie ma żartów!).

Muszę przyznać - trafiły mi się bardzo cierpliwe Człowieki, serio. Niejeden pies przez lęk separacyjny wrócił do schroniska szybciej niż z niego wyszedł. A moje Człowieki - choć często wyprowadzam ich z równowagi i jestem niegrzeczna - ciągle powtarzają mi, że nie wyobrażają sobie teraz życia beze mnie (o ileż byłoby łatwiejsze! ;-)
Mimo, że muszą wyszukiwać psiolubne knajpy i miejsca na wakacje, szukać opiekunów kiedy chcą wyjechać gdzieś, gdzie nie mogą mnie zabrać, jesteśmy rodziną i wiem, że już zawsze będziemy razem :-)



A wczoraj świętowaliśmy nasze wspólne dwa lata - dzień zaczęliśmy od spaceru. Była piękna, słoneczna pogoda - jedynie trasa na kamionkę dała nam w kość, bo było ślisko i dużo czasu zajęło nam dojście nad akwen. Było tam dość dużo spacerowiczów z psami, ale mimo to znaleźliśmy wolny kawałek do pobiegania i zabawy szarpakiem :-)



video



Pozowałam też do zdjęć i wyszłam (prawie) poważnie. Matka miała w końcu okazję wypróbować nowy obiektyw i chyba całkiem nieźle się spisali (Matka i obiektyw) :-)




Potem już tylko impreza w domu ;-) Człowieki wznosiły toast piwem, a ja dostałam byczą pytę na przekąskę (a w pudle czekają jeszcze tchawice i żwacze!). Korzystając z okazji chciałabym polecić smaki firmy MACED - niedrogie, pyszne i zdrowe! :-) 


sobota, 3 stycznia 2015

115. Z Nowym Rokiem nowym krokiem

No i jest! Długo wyczekiwany i miejmy nadzieję lepszy niż poprzedni - Nowy Rok!
Właściwie miało nie być noworocznego posta, bo i po co? Nie chciałyśmy z Matką wystawiać na widok publiczny naszych postanowień, bo jak to Matka stwierdziła - jak nic z nich nie wyjdzie, to przynajmniej nie będzie nam wstyd przed Czytelnikami. Ale z drugiej strony taki post daje kopa i motywację do realizacji celów :-)
Na początek podsumujmy jednak Sylwestra. Jak go zniosłam? Nawet nieźle. Człowieki nie zostawili mnie samej, przyszedł do nich tylko znajomy, którego też już dobrze znam, więc jego obecność nie była dla mnie szczególnie stresującym wydarzeniem ("starzy" Czytelnicy zapewne wiedzą, że nie każde towarzystwo dobrze znoszę). Tylko kilka godzin przed północą i do połowy następnego dnia wychodziłam jedynie na siku (maksymalnie do 5 m od drzwi do klatki schodowej), zapominając całkowicie, że w ogóle istnieje potrzeba zrobienia "tego drugiego". Bardziej nadgorliwi imprezowicze wystrzelili wszystkie swoje fajerwerki już do godz, 22:00, o północy było ich niewiele. A te poranne należały do tych, którzy do północy nie dotrwali. Tak więc strzelanie odbywało się praktycznie przez 24 h w trybie ciągłym. W domu huk był zagłuszany przez muzykę, a wystrzelony dość głośno korek od szampana stał się na chwilę moją zabawką. Można śmiało powiedzieć, że zniosłam to lepiej niż w poprzednim roku :-)



Jakie mamy plany? Już ogólnie napisałam o nich w poprzednim poście:

  • nauczyć się "rozgrzebanych" sztuczek (ósemka, akuku!, trzymaj) oraz kilku od podstaw,
  • Matka zaplanowała, że tej wiosny wybierzemy się na konsultacje z behawiorystą, w celu wyeliminowania mojego ciągnięcia do psów (co ja poradzę, że jestem towarzyska?),
  • chciałybyśmy też spotkać się w końcu z innymi psimi blogerami - najbliżej nam do Wrocławia, więc może w końcu uda się wybrać na jakiś wspólny spacer,
  • w ogóle więcej wychodzić z innymi psiarzami, co wcale nie jest takie trudne, bo w Opolu nie brakuje właścicieli psów, chętnych na wspólne spacery,
  • chcielibyśmy w tym roku wziąć udział w dogtrekkingu,
  • a jeśli już jesteśmy przy wyjazdach - również zobaczyć jakieś zawody poza Opolskim Dogfrisbee Show (a może ktoś będzie się do nas wybierał i będzie okazja do spotkania się?),
  • prowadzić bloga bardziej regularnie, z większą ilością filmików i ciekawych zdjęć (jeśli uda się zrealizować poprzednie punkty, na pewno łatwiej będzie o ciekawe filmiki i zdjęcia :-),
Matki postanowienia też już znacie, przynajmniej częściowo:
  • ograniczenie "gromadzenia" ciuchów,
  • kontrola wydatków - oczywiście tych niepotrzebnych. A wierzcie mi, Matka potrafi wydawać mnóstwo pieniędzy na rzeczy, których nie potrzebuje (oczywiście może się ograniczać na sobie, ale na mnie nawet niech nie próbuje!),
  • zaoszczędzone pieniądze chce wydać (haha!) na konkretną rzecz - nowy obiektyw (nie wiem, nie wiem - przecież dopiero znalazła pod choinką jeden, po co jej kolejny?),
  • więcej się ruszać (regularnie biegać!) i lepiej się odżywiać,
  • więcej spacerować ze mną (żadnych wymówek, że zmęczona, że nie ma z kim, że pogoda nie taka -  no chyba, że będzie "nie taka" do tego stopnia, że nawet ja nie będę chciała z domu wyjść),
  • regularnie odwiedzać Wasze blogi, a każdy przeczytany wpis skomentować (dobrze wiemy, że komentarze i świadomość, że ktoś lubi Was czytać bardzo motywuje do pisania),
  • oprócz czytania blogów czytać książki (min. dwie w miesiącu), a mniej czasu przeznaczać na siedzenie przed komputerem.

Trzymajcie kciuki, żeby choć część z postanowień udało się nam zrealizować :-) Myślę, że będzie dobrze, teraz już nie ma odwrotu :-)
A już niedługo będziemy świętować drugi rok mojego wspólnego życia z Człowiekami :-) Sama nie wierzę, że tyle ze mną wytrzymali ;-)



Zdjęcia są archiwalne - musicie wybaczyć, ale w tamtym roku nie było kiedy wybrać się na porządny spacer.