wtorek, 6 listopada 2018

177. Lena, odc.1

Zapewne niektórzy obserwatorzy naszego FP na Facebooku zdążyli zauważyć, że w kwietniu w naszym życiu pojawił się drugi pies. Lena. Skąd wzięła się w schronisku? Skąd decyzja o adopcji? Jak zaaklimatyzowała się w naszym stadzie i jak dogaduje się z Boną? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w tym i najbliższych postach. Zacznijmy od początku.


fot. Schronisko dla zwierząt w Opolu

Pewnego kwietniowego wieczora przeglądałam stronę naszego schroniska na fb. Nic nowego, robię to dość często. Często też podobają mi się psy, które tam znajduję. Tylko zdrowy rozsądek sprawił, że do tamtego czasu nie sprowadziłam do domu gromady psów. Tym bardziej, że mam konkretny plan na kolejnego psa - wybrana rasa, a nawet hodowla, mimo, że na pewno upłynie jeszcze trochę czasu zanim taki pies się pojawi. I nagle kończy się zdrowy rozsądek. Kończy się tam, gdzie zaczyna się butelka wina. A, że "zobacz jaki słodki", a, że "taki uśmiechnięty", "a to staruszka taka, nikt jej nie weźmie". No i się zaczęło. 
Następnego dnia, gdy znów rozsądek wziął górę, okazało się, że tym razem to męska strona Teamu zaczęła wjeżdżać mi na sumienie. Że jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Że on już dzwonił do schroniska i się umówił. No i w końcu, że jak nie chcę, to nie, ale może chociaż pójdziemy do schroniska zobaczyć. No i poszedł. Sam, bo szybciej kończy pracę. W zasadzie, to z Boniaczkową, bo przecież trzeba sprawdzić jak nasza "pierworodna" zareaguje na nowego psa. Ja miałam dojść do nich po pracy. Nigdy, absolutnie nigdy Bona z żadnym psem nie miała spięcia, ona jest raczej pacyfistką (choć na smyczy sprawia wrażenie jakby pałała chęcią mordu). Ale tym razem wyczuła chyba pismo nosem. Lena jej się nie spodobała i ją dziabnęła. 
Spotkałam A. przy wylocie drogi prowadzącej do schroniska. Szedł jakiś taki niepocieszony. Zapytałam o co chodzi i dowiedziałam się, że suki sobie nie podpasowały. Z jednej strony poczułam ogromną ulgę, a z drugiej trochę smutek.
Ten smutek właśnie sprawił, że zdecydowaliśmy się podejść do schroniska kolejny raz, tym razem w pełnym pakiecie. Tak, żeby każdy z psów miał po jednym człowieku. No i poszliśmy. Wizyta i spacer przebiegły bez większych zakłóceń, bez spięć i niepotrzebnych emocji. 
Tym razem to mi zrobiło się szkoda tej staruszki. Wiadomo, każdy woli młodego psa, którego może sobie ułożyć pod siebie, dostosować do trybu życia. Niby fajnie byłoby pomóc starszemu psu, ale kolejny raz wziąć Wielką Niewiadomą? Po przebojach z Boną miałam już w pewnym sensie jakieś doświadczenie, ale miałam też awersję i szczerze? Popieram adopcje, ale jak ktoś mnie pyta czy pies ze schroniska kocha miłością bezwarunkową i czy będzie bezwzględnie wdzięczny, to opowiadam to z trochę innej strony. Chcę, żeby każdy pies znalazł dobry dom, ale nie chcę, żeby potem wrócił w prędkością światła, bo "miał być wdzięczny za wyrwanie zza krat i ładnie wyglądać przy kominku w salonie", a tymczasem - uwaga! - on ma potrzeby!
Tak więc co robić, co robić?! Niby spacery do niczego nie zobowiązują, nikt od nas nie wymagał, wszyscy znali też historię Bony i wiedzieli co z nią przeszliśmy, ale... Ale ja z każdym spacerem czułam się coraz bardziej zobowiązana wobec Leny. Cieszyła się, gdy podchodziłam ze smyczą do bosku, żeby wziąć ją na spacer, a mi serce rozpadało się na małe kawałeczki - "jak teraz miałabym jej odmówić". Gdy szliśmy po nią do schroniska, myślałam "po co tak chodzić tam i z powrotem przez pół miasta, weźmy ją już i będzie z głowy".



 fot. Schronisko dla zwierząt w Opolu

No i w końcu zdecydowaliśmy wziąć ją do domu "na próbę" - na kilka godzin. Oczywiście reakcja Bony była do przewidzenia (już wcześniej miałam okazję obserwować jej zachowanie w stosunku do innych psów w domu, zarówno tych, które "wtargnęły" do mieszkania, jak i tych, z którymi Bona weszła do domu po spacerze). Bona była niespokojna, biegała za Leną, pilnowała jej. Obwąchiwała. Była napastliwa i cały czas napięta. Ponieważ Lena nie była u siebie, starała się uniknąć konfrontacji, choć nie było łatwo. Już nie pamiętam czy przy pierwszej czy drugiej wizycie suki nawet się spięły. 
Ponieważ nie należymy do ludzi, którzy łatwo się poddają (przynajmniej jeśli chodzi o kwestie "psie"), co widać po Boniaczkowej, 28 kwietnia postanowiliśmy wziąć Lenę na DT, bo był to najlepszy sposób na sprawdzenie czy suki dogadają się w codziennym życiu. I tak oto 9 dni później poszłam podpisać ostatecznie papier potwierdzający adopcję. No i jest. Drugi pies. Nie ten wymarzony, wyśniony, wyczekany. Nie do końca przemyślana decyzja. Czy żałujemy? Z czystym sumieniem mogę napisać: NIE :-)


fot. Schronisko dla zwierząt w Opolu

 C.D.N.

wtorek, 6 czerwca 2017

176. Zbiorowa recenzja - woda dla psa Aqua Pro Animale Premium + MrDoo przysmaki dla psa

Dzisiaj przychodzimy do Was z recenzją produktów od sklepu zoologicznego KrakVet. Paczka od sklepu dotarła do nas 13 kwietnia, więc już najwyższy czas podzielić się z Wami opinią na temat jej zawartości, którą stanowiła woda Aqua Pro Animale Premium - 12 butelek i przysmaki firmy MrDoo - 10 opakowań.


Na początek słów kilka o wodzie dla psów AQUA PRO ANIMALE PREMIUM. Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz trafiłam na informację, że w sprzedaży pojawiła się woda dla psów, miałam mieszane uczucia. Już podawanie psom wody filtrowanej w czajniku uznawałam za fanaberię, a teraz jeszcze woda źródlana dla psów? 


Co o samej wodzie pisze sklep?

Woda Aqua Pro Animale Premium wzbogacona jest o acerolę, która jest rośliną z jednym z najbogatszych źródeł witaminy C (w 100 gramach świeżej aceroli znajdziemy 1400 – 2500 mg kwasu askorbinowego) - jest tez silnym przeciwutleniaczem. Acerola działa dobroczynnie na pracę serca, wspomaga wątrobę, nerki oraz wzrok. Dodatkowo zawiera również prowitaminę A, witaminy z grypy B, wapń, żelazo i fosfor.

Korzyści płynące z podawania wody Aqua Pro Animale: 
- woda, która nawadnia organizm pupila, a nie tylko gasi jego pragnienie, 
- produkt został przygotowany specjalnie z myślą o zwierzętach,
- nie zawiera chloru oraz szkodliwych i rakotwórczych związków chemicznych,
- dodatkowo wzbogacona w składniki, które korzystnie wpływają na zdrowie Twojego zwierzaka, 
- produkt przebadany mikrobiologicznie, 
- ogranicza powstawanie kamicy moczowej. 

Butelka wody dla psów niczym nie różni się od butelki wody "ludzkiej". Na pierwszy rzut oka, a raczej języka nie ma także różnicy w smaku (nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała ;-) ). 
Jeśli chodzi o Bonę, to chyba rzeczywiście woda jej posmakowała - piła ją chętnie, zwłaszcza w początkowej fazie testów. 
Skład samej wody też wygląda ciekawie - zawartość witamin i minerałów jest niezłą alternatywą dla psich izotoników, zwłaszcza, jeśli nie jest to tylko pies towarzyszący, a również sportowy (wiadomo, że sportowy wymaga nieco więcej "doładowania" po wysiłku). Jeśli woda rzeczywiście bardzo dobrze nawadnia organizm psa, to przyda się zwłaszcza teraz, kiedy temperatury dają w kość. Bardzo podoba mi się, że w składzie znajduje się spora dawka witaminy C - dla mnie jest to aktualnie bardzo duży plus, bo równocześnie z wodą podaję psu MSM, a witamina C wspomaga jego wchłanianie.
Zauważyłam również jeszcze jedną ciekawą rzecz - wcześniej miałam wrażenie, że mieszanka "kranówy" i psiej śliny tworzyła na ściankach miski mazistą powłokę. Od kiedy podaję wodę Aqua Pro Animale Premium, nie mam tego problemu i miskę dużo przyjemniej się myje :-)

Cena wody waha się od 2,49 zł za butelkę 0,5 l do 8,99 zł za butelkę 5 l. Można wybrać również pakiety, co pozwoli nam trochę oszczędzić. Cena nie jest ona może najniższa, ale też nie przeraża i nie odstrasza. Czy sama będę jeszcze stosować wodę - sprawa do przemyślenia, jednak cena na pewno nie stanowi tu przeszkody. Wodę możecie kupić TUTAJ (dostępna również wersja dla kota).


Smaki MrDoo są bardzo podobne do smakołyków, które już raz testowaliśmy dla sklepu KrakVet. To akurat bardzo mnie cieszy, bo tamte przysmaki zrobiły u Boniaczkowej furorę :-)

Opis ze strony sklepu:

MrDoo to pyszna przekąska, stworzona z myślą o wszystkich psach, bez względu na ich rasę czy wiek. Skład tego przysmaku bogate źródło mięsa, co sprawia, że produkt jest w pełni zdrowy i zapewnia wszystknie niezbędne składniki odżywcze.

Dodatkowo, przysmak nie zawiera żadnych sztucznych dodatków ani zbóż, które mogłyby obciążać żołądek Twojego pupila. Dzięki temu MrDoo jest wyjątkowym pomysłem na przepyszny, pełen białka, witamin i minerałów smakołyk dla Twojego psa.


Rzeczywiście trudno odmówić przysmakowi smakowitości - wysoka zawartość mięsa - ok. 95% na pewno wpływa na wysoką smakowitość i jakość produktu. Bona smakami MrDoo jest zachwycona, ja również. Gdy chcę dać jej przekąskę, wybieram filecik z kurczaka z serem lub kostkę zawiniętą w mięso z kurczaka. Reszta smaków oprócz tego, że spełniają formę przekąski, jest miękka i można je z łatwością pokroić na malutkie kawałki, lub podzielić w rękach. Dzięki temu fajnie sprawdzają się w roli nagrody w szkoleniu. Taką formę przekąsek lubię mieć ze sobą także w trakcie długiego spaceru czy górskiej wyprawy, bo świetnie nadaje się do przegryzienia podczas odpoczynku.

Cena jednego opakowania, to 11,90 zł, co nie jest dużą kwotą, jeśli porówna się je z popularnymi przysmakami dla psów (stosunek ceny do jakości). Dodatkowym atutem jest właśnie możliwość ich podzielenia, bo za tą kwotę wychodzi całkiem spora ilość treserek :-) Przysmaki MrDoo możecie kupić TUTAJ.