czwartek, 16 lutego 2017

173. Psi rok fiskalny 2016

Jakiś czas temu przez psią blogosferę przewinął się event "PSIjacielu drogi", czyli akcja mająca na celu uświadomienie innym ile kosztuje pies. Dokładnie chodziło o to, żeby uświadomić przyszłym i obecnym właścicielom psów, że posiadanie psa to nie tylko przyjemność, ale również odpowiedzialność i konieczność ponoszenia wydatków.

Pewnego wieczoru, jeszcze w 2015 roku, zaczęłam zastanawiać się ile pieniędzy wydaję rocznie na Boniaczkową. Nie, żebym miała ją z tego rozliczać ;-) Jakoś tak po prostu natchnęło mnie, że na co dzień staram się przemyśleć na co rozsądnie wydać pieniądze, zaplanować wszystkie wydatki... Ale z wydatkami psimi chyba nie do końca sobie radzę ;-) Muszę przyznać, że rok 2016 i tak był rokiem oszczędzania na psie (czyt. udało mi się powstrzymać przed kilkoma zakupami). Mimo to zebrała się całkiem niezła sumka. Niektóre wydatki były absolutnie niezbędne, natomiast część rzeczy mogłabym sobie darować. Większość z Was jednak na pewno wie, że nie zawsze można powstrzymać się przed zakupem kolejnej ślicznej obroży czy smyczy, a zabawka w super okazyjnej cenie, nie może dłużej leżeć na sklepowej półce :-)

Wraz z nadejściem roku 2016 postanowiłam prowadzić zapiski dotyczące wydatków i dość skrupulatnie zapisywałam wszystkie wydatki. Obliczenia są więc bardzo dokładne (myślę, że końcowy rachunek może różnić się od faktycznego stanu ± 20 zł).
Post ten nie ma na celu pokazanie w jakie dostatki opływamy, czy pochwalenie się finansami (bo też nie ma się czym chwalić). Potraktujcie go jako kontynuację cyklu "PSIjacielu drogi".


Absolutna podstawa i coś, bez czego na pewno pies nie mógłby się obejść. W karmy i przysmaki zaopatrujemy się zarówno w sklepach stacjonarnych jak i online. Trochę smaków w tym roku udało nam się wygrać lub dostać (do testów lub od znajomych, których psy nie mogą jeść żadnych "wynalazków"), czasem podajemy Bonie też surowe mięso (którego nie liczę, z racji tego, że są to skrawki z porcji kupionych dla nas),więc suma nie jest jakoś bardzo powalająca.
W tym roku Bona skonsumowała 397 zł
Nie jest to duża kwota, na pewno wiele psów przeżarło więcej kasy. W zasadzie dopiero po tym wyniku widzę, że Bona jest niejadkiem i mimo, że na co dzień zaobserwowałam, że jedzenie raczej "dziubie" niż zajada ze smakiem, to dopiero kwota końcowa uświadomiła mi, jak niewiele żarcia pochłonęła na przestrzeni roku.



Tutaj podliczyłam wszystkie kwoty za akcesoria spacerowe (szelki, obroże, smycze, adresówki), a także gadżety takie jak bandamka i podkładka pod miski. 
W bilansie rocznym wyszło 262 zł
Jedną z zakupionych obroży udało mi się zwrócić (mały sukces), jedną smycz sprzedałam, ale mimo wszystko wliczyłam ją do wydatków. Oczywiście bez większości tych rzeczy doskonale obeszlibyśmy się w codziennym życiu, jednak tu moja silna wola przegrała ;-)



Tutaj nie poczyniłam jakiejś wielkiej zbrodni, bo w naszej zabawkowej kolekcji pojawiły się tylko 3 sztuki nowych bajerów. Wielu z Was może uznać za wielki wyczyn ;-) Na szczęście Bona nie jest fanką zabawek. Bawi się tylko w domu i najchętniej wybiera szarpaki, które sama robię ze starych koców. Tak więc w roku 2016 wydałam na zabawki, uwaga! 28 zł ;-)


Trochę więcej niestety wyniosły mnie koszty pielęgnacji psa. Wzięłam tu pod uwagę środki myjące, czesadła, jak i ochronę przeciw pasożytom i worki na kupy. Nie kupuję najdroższych szamponów, ponieważ kąpię Bonę dość często i nie chciałabym zbankrutować ;-) Nie oszczędzam za to na ochronie przeciw kleszczom (w tym roku bilans kleszczowy wynosi 0!) i na workach. W sumie te akcesoria kosztowały nas 236 zł


Niestety wizyty u weterynarza również pochłonęły ciekawą kwotę. Oczywiście nie w każdym roku musi ona być wysoka, czasem wizyty u weta ograniczają się jedynie do szczepienia przeciwko wściekliźnie i tabletkach na odrobaczenie. Należy jednak pamiętać, że może się przydarzyć jakaś niespodziewana wizyta. I nam się przydarzyła. Dwa razy. 
Poza standardowymi zabiegami, Boniaczkowa z powodu dolegliwości brzuszkowych musiała mieć wykonane USG jamy brzusznej i badania krwi. Łączny koszt wszystkich wizyt to 406 zł
No cóż, na zdrowiu nie można oszczędzać.


Ostatnie obliczenia uwzględnia koszty podróży psa środkami komunikacji publicznej. Niestety tu kwota będzie orientacyjna, bo akurat tej dziedziny zapomniałam na bieżąco podliczać. Z tego co obliczyłam podróże z psem kosztowały nas dodatkowe 70 zł. 
Pozwolę sobie doliczyć jeszcze koszt naprawy pogryzionej narzuty i zakup nowych kapci (stare zostały pożarte) - 45 zł

Bilans całorocznych wydatków na Psi rok fiskalny 2016 wynosi 1444 zł

Można powiedzieć, że jest to "goła" kwota, ponieważ nie braliśmy udziału w żadnych szkoleniach / seminariach / imprezach. Na pewno większość z Was ma wydatki związane właśnie z takimi wydarzeniami. Na moje nieszczęście albo szczęście (mojego portfela) w Opolu niewiele się dzieje, jeśli chodzi o takie formy rozrywki. A fakt, że nie jesteśmy zmotoryzowani powstrzymuje nas przed zajęciami poza miastem. 

Ciężko jednoznacznie określić czy kwota końcowa to dużo czy mało, w końcu każdy ma inne zdolności finansowe. Na pewno z części wydatków można było zrezygnować, są jednak takie dziedziny, do których dołożyłabym więcej, gdyby była taka konieczność. Należy mieć świadomość, że mogą przytrafić się nieplanowane wydatki związane ze zdrowiem czy zniszczeniami spowodowanymi przez psa. 

Fanaberia w postaci psiego dzienniczka fiskalnego pomogła mi zaspokoić ciekawość i odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie - CO DO CHOLERY DZIEJE SIĘ Z MOJĄ KASĄ?! ;-) A tak serio nie jestem specjalnie przerażona kwotą, bo jakby ją podzielić na miesiące, wychodzi ok 120 zł miesięcznie, więc nie ma jeszcze tragedii. A jak się miewają Wasze portfele? ;-)

piątek, 29 lipca 2016

172. EzzyGroom - niepozorny pogromca sierści

Od jakiegoś czasu obserwowałam profil EzzyGroom & EzzyOil na facebooku. Na stronie sporo jest zdjęć przedstawiających cudowne działania zgrzebła / szczotki EzzyGroom. Na zdjęciach przesyłanych przez właścicieli zwierzaków widnieją ich pupile w towarzystwie włochatego stwora, który powstał po wyczesaniu zwierzaka magicznym grzebieniem. Zaglądałam co jakiś czas na stronę, ale ciągle wahałam się co do zakupu. Cena ani wysoka, ani niska - 36 zł (29 zł w promocji) + koszt wysyłki. Zastanawiałam się czy zakup kolejnej szczotki dla psa jest dobrym pomysłem, tym bardziej, że mamy przecież FURminator, który sprawdza się świetnie. Pewnego dnia (początek czerwca), po przedstawieniu zgrzebła znajomej,  zapadła szybka decyzja o zakupie (dla nas i dla jej zwierzaków). Jak sprawdza się EzzyGroom? Sami sprawdźcie...


Co to jest EzzyGroom?

EzzyGroom wygląda niewinnie. Ma bardzo prostą konstrukcję - kawałek drewnianego klocka z wmontowanym w niego kawałkiem metalu zakończonego ząbkami (wygląda trochę jak ostrze piły do metalu ;-P). Jego wymiary to 10,5 cm x 4,5 cm i niecałe 2 cm grubości w najszerszym miejscu. Przyznam szczerze, że kiedy wyjęłam go z koperty od razu pomyślałam, że to musi być jakaś ściema i jak niby mam wyczesać TYM psa. Na starcie poczułam się oszukana i dziękowałam Bogu, że wydałam tylko 29 zł. 


Co na temat zgrzebła mówi producent?

EzzyGroom dzięki swoim mikroząbkom wyciąga martwą/osłabioną sierść, pozostawiając miejsce dla nowej i silnej sierści
Długość sierści nie ma tutaj znaczenia, liczy się struktura.
Można stosować zarówno u ras z sierścią jak i tych z włosem.

Mikroząbki! Dobre sobie! Tym, to można wspomóc się przy remoncie, a nie przy czesaniu psa (kota, konia, królika * niepotrzebne skreślić)! Biedny pieseczek...

Ale, ale! Przecież jeszcze nie wypróbowałam, to jak mam ocenić? 10 czerwca postanowiłam wypróbować produkt - zabieram się za czesanie. Pies oczywiście niezadowolony, bo ona jest niedotykalska i nieszczególnie lubi zabiegi pielęgnacyjne. Zwykle dzielnie znosi tylko wyczesywanie karku i grzbietu, a o udach, nogach i dupce można zapomnieć. W ruch idzie kaganiec, bo mój malutki pieseczek nie znosi kiedy dotyka się jego nóg w celach pielęgnacyjnych. Jak mawia Król Julian - "Nie tykaj stopy!" Jeśli zbyt długo majstruję przy jej portkach, potrafi kłapnąć, warknąć, wyrywać się (i zwykle robię to tak, że jedno pociągnięcie po grzbiecie, drugie po łapie i tak na zmianę).
No i zabieram się za czesanie - podejrzałam na filmikach, że przy czesaniu wykonuje się krótkie, dość szybkie ruchy, lekko dociskając zgrzebło. No to siup! Czeszemy! Bona stała dzielnie przez część zabiegu. A potem... położyła się i odsłoniła brzuch! Mój pies, który za czesaniem nie przepada, kładzie się najpierw na boku, a potem na pleckach, cud! :-) W pozycji leżącej udało mi się wyczesać jej brzuszek i boki, ale musiałam ją postawić do pionu, żeby zająć się grzbietem, karkiem i nogami. Nogi... i tutaj kolejna niespodzianka - pies stał i nie protestował, dopóki nie skończyłam. Mogłam spokojnie zająć się udami, portkami, dupką, a jej nic nie przeszkadzało! Nie przeszkadzało jej, że nie robię tego na raty (na zmianę z grzbietem). Mogłam sobie bezkarnie czesać cały tył, a ona nie miała nic przeciwko temu. Cały zabieg trwał ok. 30 min. A efekt? Oto on:


Ciężko jest przy długowłosym psie pokazać efekt "przed i po". Tym bardziej, że sierść Bony jest bardzo gęsta i mimo wyczesania nadal sporo jej zostaje ;-) Tak naprawdę musiałabym czesać ją chyba pół dnia, żeby pokazać efekt na zdjęciu. Najlepiej byłoby pomacać ją przed i po czesaniu :-) Po ilości sierści można  jednak się domyślać jaka jest różnica w objętości i jakości sierści.

Prawdę mówiąc po tym jak znalazłam FURminator, który sprawdza się u nas świetnie, myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, jeśli chodzi o czesanie Bony. A teraz szczerze przyznaję, że jestem pozytywnie zaskoczona i zwracam honor - jak najbardziej można wyczesać TYM psa :-) Jeśli już wspomniałam o FURminatorze, to nie sposób go w tym miejscu nie porównać ze zgrzebłem EzzyGroom. Przede wszystkim zauważyłam kolosalną różnicę w zachowaniu psa - Bona nie panikuje, nie próbuje uciekać, nie broni się. Powiem więcej - czesanie sprawia jej przyjemność. A to jest dla mnie bardzo ważne, bo ja nie muszę walczyć z Boną, a ona ze mną. Brak paniki ze strony psa świadczy o tym, że szczotka nie szarpie włosa, a tym samym nie sprawia psu bólu. 
Drugim dużym plusem EzzyGroom jest cena - 3x niższa od ceny popularnego zgrzebła. 
Do tego mam wrażenie, że wyciągnięty z psa włos miał inną strukturę - był dłuższy, włosy wyciągane w całości, a przy FURminatorze kłębki wyciąganej sierści były krótsze, jakby ścięte.

Półtora miesiąca po pierwszym czesaniu postanowiłam kolejny raz zająć się sierścią Bony. Tym razem ok. 20 minut czesania. Miałam nagrać też filmik, ale nie wyszedł tak jakbym chciała (czyt. czubek grzbietu + sufit, a do tego oświetlenie takie, że nic nie widać = filmiki nie są moją mocną stroną :-p). Tym razem również się nie zawiodłam. Efekt?



PLUSY:
  • bardzo dobrze wyczesuje martwy włos
  • nie szarpie sierści
  • lekki, niewielkich rozmiarów
  • prosta, ale solidna konstrukcja
  • przystępna cena
  • dostępne zgrzebła do każdego typu sierści
MINUSY:
  • z powodu braku rączki może się wydawać niewygodny (ale to kwestia techniki chwytu)

No to teraz werdykt ostateczny - czy polecamy? Jak najbardziej. Jeśli nie chcesz wydać stówy na czesadło do podszerstka, kup EzzyGroom - na pewno będziesz zadowolony z efektów. Ja nie wierzyłam, serio, serio, że ten mały drewniany przyrząd może poradzić sobie z kudłami Boniaczkowej, a spotkało mnie naprawdę miłe zaskoczenie. Efekty przerosły moje oczekiwania i absolutnie uważam, że jest wart swojej ceny. Prawdę mówiąc, gdybym stała przed wyborem FURminator czy EzzyGroom i na własnej (a raczej psiej) skórze testowała oba urządzenia, wybrałabym EzzyGroom. Z trzech powodów - efekt jest bardzo zadowalający, cena przystępna, a pies nie jest zestresowany (ba! jest nawet zrelaksowany). Przekonałam Was? EzzyGroom kupicie TUTAJ (klik!)